Dom. Przytulne miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie.
Mnie słowo dom kojarzy się dwuznacznie. Po pierwsze jako moje miejsce zamieszkania razem z moimi kotami. Po drugie jako dom rodzinny razem z moimi rodzicami. I nie umiem jednoznacznie wskazać gdzie jest mój dom.
Rodzinny dom lubię szczególnie w Święta Bożego Narodzenia, chociaż dzieciństwa w nim nie spędziłam. Na samą myśl o nim wspominam ciepło, jakie w nim panuje oraz bezpieczeństwo, które zapewniają mi rodzice. Zawsze zabieram jednak ze sobą koty :)
Domem jest także miejsce, w którym obecnie mieszkam. I chociaż wcześniej mieszkałam w kilku innych miejscach, żadne nie stanowiły dla mnie domu. Co by się jednak nie działo, Tadeusz i Mocha zawsze były ze mną i stanowiły dom nie związany z żadnym miejscem :)
Poznajmy się :)
Mocha- ok. 5 lat i 5 kg :)) Niegdyś rozpieszczona jedynaczka. Z pozoru grzeczna, jednak potrafi pokazać pazury- dosłownie. Raczej płochliwa i unikająca kontaktu z obcymi. Lubi leżeć na swoim człowieku, w zależności od tego kogo aktualnie uważa za swojego, chociaż nie jest jej to dane ;) Okrutnie żarłoczna. Najbardziej lubi jeść z miski swojego starszego kolegi, tak dla zasady i bez względu na zawartość :D Lubi śpiewać i skakać po futrynach :) Lubi też podgryzać tylne łapy swojego kociego współlokatora ;)
Tadeusz- ok. 3,5 roku. Ze względu na leczenie sterydowe raz chudziutki, innym razem przypakowany. Od początku doskwiera ma syndrom urologiczny (kryształy struwitowe) i choroba sieroca ;) Od prawie 3 lat choruje na astmę. Całkiem mój i nikogo więcej. Bardzo towarzyski i rozgadany. Czynnie bierze udział w każdej domowej imprezie czy spotkaniu towarzyskim :) Rozpieszczony do granic możliwości... Bywa bardzo kapryśny, często się obraża i jest okropnie zazdrosny! Nie pozwala swojej starszej koleżance spokojnie przebywać w domu- chyba, że akurat przebywa ona w bardzo niekorzystnym dla niego miejscu ;) Mnie natomiast nie pozwala spokojnie spać- no może raz na tydzień się lituje i budzi mnie tylko 1-2 w ciągu nocy ;) Kot, który musi się wygadać jak mu coś doskwiera. Typ wiecznie niedopieszczonego i nieusatysfakcjonowanego kota. Mój Tadzio :)
Mocha i Tadzio kochają się na swój sposób- 2 razy dziennie ;) Wygląda to mniej więcej tak jak na poniższym zdjęciu, jednak trwa ok. 1 minuty. Tadeusz niestety szybko się nudzi ;)
Potrafią jednak czasem spać w zgodzie ;) Prędzej czy później dotyka ich konflikt interesów :)
Czym dla Was jest dom? :)
piątek, 14 grudnia 2012
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Śniadanie
Oto moje dzisiejsze śniadanie- idealne na zimę :)
Omlet z serkiem ricotta, bananem, grejpfrutem oraz domowym musli
Omlet:
2 jajka
1 płaska łyżka mąki pełnoziarnistej
0,5 łyżeczki fruktozy
2 łyżeczki siemienia lnianego
Dodatki:
serek ricotta (najbardziej smakuje mi z tesco)
połowa obranego grejpfruta
połowa banana w plastrach
domowe musli (przepis poniżej)
W weekend zrobiłam swoją wersję musli- nic bardziej prostszego! Oprócz naturalnego składu bez zbędnych dodatków typu syrop glukozowo-fruktozowy czy cukier, możemy wybrać swoje ulubione składniki.
Moje domowe musli
Składniki:
- płatki owsiane,
- siemię lniane,
- sezam,
- płatki migdałów,
- ziarna słoneczniku,
- suszone śliwki,
- orzechy włoskie,
- miód gryczany (ok. 2 łyżek).
Na blachę z papierem do pieczenia wsypujemy wg. uznania: płatki owsiane, siemię lniane, sezam, płatki migdałów, ziarna słoneczniku oraz orzechy włoskie. Całość mieszamy oraz polewamy łyżką miodu. Wstawiamy do piekarnika na 15-20 minut przy temperaturze 180 stopni. Niestety trzeba kilka razy wymieszać aby ładnie się posklejało. Na ostatnie 5 minut dodajemy także pokrojone suszone śliwki i jeszcze trochę polewamy miodem. Po tym czasie jeszcze raz mieszkamy i zostawiamy musli do ostygnięcia. Gotowe!
Swoje musli przechowuję w swoim ulubionym ceramicznym pojemniku z bambusową przykrywką.
A Wy co najczęściej jadacie na zimowe śniadania? :)
sobota, 8 grudnia 2012
Rosyjska jajeczna maska do włosów- odżywcza
Jajeczna maska do włosów do doskonały sposób na odżywienie włosów. Dzięki zawartości protein z białek jaj skóra głowy oraz włosy stają się głęboko odżywione. Żytni słód jako niezastąpione źródło mikroelementów posiada właściwości regeneracyjne. Sok brzozowy jest odpowiedzialny głównie za wzmocnienie cebulek włosowych zmniejszając tym samym wypadanie włosów. Dzięki
zawartości tych składników i olei z zimnego tłoczenia maska posiada
silne działanie odżywcze, ułatwia rozczesywanie włosów, dodaje im
blasku i jedwabistości.
Skład
Aqua with infusions of: Hydrolyzed Egg Protein (proteiny z białek jaj), Malt (słód żytni), Betula Alba Juice (sok brzozowy), enriched by extracts: Salvia Officinalis (szałwia), Rubus Chamaemorus (malina moroszka), Rhodiola Rosea (różaniec górski), Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, cold pressed oils: Hippophae Rhamnoides (olej z rokitnika zwyczajnego), Cucurbita Pepo (olej z dyni), Corylus Avellana Seed (olej z leszczyny pospolitej), Panthenol (witamina B5), White Beeswax, Tocopherol (witamina E), Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.
Sposób użycia
Skład
Aqua with infusions of: Hydrolyzed Egg Protein (proteiny z białek jaj), Malt (słód żytni), Betula Alba Juice (sok brzozowy), enriched by extracts: Salvia Officinalis (szałwia), Rubus Chamaemorus (malina moroszka), Rhodiola Rosea (różaniec górski), Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, cold pressed oils: Hippophae Rhamnoides (olej z rokitnika zwyczajnego), Cucurbita Pepo (olej z dyni), Corylus Avellana Seed (olej z leszczyny pospolitej), Panthenol (witamina B5), White Beeswax, Tocopherol (witamina E), Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.
Maska zawiera ekstrakty
Proteiny z białek jaj (Hydrolyzed Egg Protein)- intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy.
Proteiny z białek jaj (Hydrolyzed Egg Protein)- intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy.
Słód żytni (Malt)- wyjątkowe źródło mikroelementów, posiada działanie regeneracyjne.
Sok brzozowy (Betula Alba Juice)- wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
Szałwia (Salvia Officinalis Extract)- działanie oczyszczające, przeciwzapalne, ściągające, odkażające.
Malina moroszka (Rubus Chamaemorus Extract)- wzmacnia włosy, posiada właściwości nawilżające, odżywcze.
Malina moroszka (Rubus Chamaemorus Extract)- wzmacnia włosy, posiada właściwości nawilżające, odżywcze.
Różeniec górski (Rhodiola Rosea)- wygładza, oczyszcza i dezynfekuje, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych.
Olej z rokitnika zwyczajnego (Hippophae Rhamnoides Oil)- olej rokitnikowi wzmacnia włosy i pomaga powstrzymać ich wypadanie. Jest naturalnym blokerem promieni UVA i UVB.
Olej z dyni (Cucurbita Pepo Seed Oil)- reguluje pracę gruczołów łojowych, oczyszcza pory i zapobiega tworzeniu zaskórników.
Leszczyna pospolita (olej z orzechów) (Corylus Avellana Seed Oil)- dodaje włosom blasku i odżywia skórę głowy.
Olej z rokitnika zwyczajnego (Hippophae Rhamnoides Oil)- olej rokitnikowi wzmacnia włosy i pomaga powstrzymać ich wypadanie. Jest naturalnym blokerem promieni UVA i UVB.
Olej z dyni (Cucurbita Pepo Seed Oil)- reguluje pracę gruczołów łojowych, oczyszcza pory i zapobiega tworzeniu zaskórników.
Leszczyna pospolita (olej z orzechów) (Corylus Avellana Seed Oil)- dodaje włosom blasku i odżywia skórę głowy.
Sposób użycia
Maskę nakładamy na czyste, wilgotne włosy. Równomiernie rozprowadzamy na całej długości aż do podstawy włosa. Po 1-2 minutach zmywamy wodą.
Moja opinia
Maskę kupiłam razem z maską drożdżową na allegro za 15zł (300ml każda). Jest także dostępna w kilku sklepach internetowych z niedrogą wysyłką.
Maska ma raczej rzadką konsystencję, ale według mnie jest dość wydajna.
Maskę kupiłam razem z maską drożdżową na allegro za 15zł (300ml każda). Jest także dostępna w kilku sklepach internetowych z niedrogą wysyłką.
Maska ma raczej rzadką konsystencję, ale według mnie jest dość wydajna.
Na moje długie włosy przy użyciu co 2 dni od połowy długości po końce po 2 tygodniach stosowania zużyłam około połowę opakowania.
Podobnie jak w masce drożdżowej bardzo podoba mi się jej skład- prosty, naturalny, jedynie z niezbędnymi dodatkami chemicznymi stabilizującymi oraz konserwującymi substancję.
To co mnie w niej najbardziej urzeka to zapach, chociaż drożdżowa minimalnie wygrywa w tej kwestii :)Podobnie jak w masce drożdżowej bardzo podoba mi się jej skład- prosty, naturalny, jedynie z niezbędnymi dodatkami chemicznymi stabilizującymi oraz konserwującymi substancję.
Próbowałam nakładać ją na 2 sposoby: tak jak zaleca producent czyli na 1-2 minuty oraz na ok. 10 minut podczas kąpieli pod czepkiem. U mnie zdecydowanie bardziej przy tych maskach sprawdza się drugi sposób, nie obciążając przy tym włosów. Maska ułatwia rozczesywanie, choć nieco mniej niż drożdżowa. Włosy po zastosowaniu maski stają się miękkie i lekkie, co jednak nie do końca mi odpowiada- wolę zdecydowanie efekt ciężkich, lejących włosów. Muszę jednak przyznać, że odrobinę lepiej w moim rankingu wypada maska drożdżowa aniżeli jajeczna.
Rosyjska drożdżowa maska do włosów- pobudzenie wzrostu
Drożdżowa maska do włosów to doskonały sposób na pobudzenie wzrostu włosów. Drożdże
piwne to naturalne źródło białka, witamin oraz mikroelementów. Przenikając w strukturę włosa wzmacniają je i przyspieszają ich wzrost. Olej z kiełków pszenicy posiadający działanie regeneracyjne i
przeciwdziałające wypadaniu. Sok brzozowy jest doskonałym środkiem na
wzmocnienie cebulek włosowych. Ponad to maska dzięki zawartości olejów z zimnego
tłoczenia ułatwia rozczesywanie, głęboko odżywia i nawilża oraz przeciwdziała wypadaniu włosów.
Skład
Sposób użycia
Skład
Aqua
with infusions of: Yeast Extract (drożdże piwne), Betula Alba Juice (sok brzozowy); enriched by
extracts: Inula Helenium Extract (oman wielki), Arctostaphylos Uva Ursi Extract (mącznica lekarska),
Silybum Marianum Extract (ostropest plamisty), Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol,
Ceteareth-20, Guar Gum, ; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków przenicy),
Ribes Aureum Seed Oil (olej z nasion białek porzeczki), Pinus Siberica Cone Oil (olej z orzeszkód cedrowych), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży),
Ascorbic Acid (witamina C), Panthenol (witamina B5), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic
Acid, Sorbic Acid.
Maska zawiera ekstrakty
Drożdże piwne (Yeast Extract)- poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
Sok brzozowy (Betula Alba Juice)- wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
Oman wielki (Inula Helenium Extract)- działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
Mącznica lekarska (Arctostaphylos Uva Ursi Extract)- znakomity naturalny antyseptyk
Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.
oraz oleje z zimnego tłoczenia:
Olej z kiełków pszenicy
(Triticum Vulgare Germ Oil)- regeneruje wnętrze włosów, odtwarza
naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną
utratą wody oraz promieniowaniem UV.
Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil)- wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica Cone Oil)- ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów
Olej z owoców dzikiej róży (Rosa canina Fruit Oil)- odżywia, nawilża i uelastycznia włosy.
Sposób użycia
Maskę nakładamy na czyste, wilgotne włosy. Równomiernie rozprowadzamy na całej długości aż do podstawy włosa. Po 1-2 minutach zmywamy wodą.
Moja opinia
Maskę kupiłam razem z maską jajeczną na allegro za 15zł (300ml każda). Jest także dostępna w kilku sklepach internetowych z niedrogą wysyłką.
Maska ma raczej rzadką konsystencję, ale według mnie jest dość wydajna.
Na moje długie włosy przy użyciu co 2 dni od nasady do połowy długości włosów po 2 tygodniach stosowania zużyłam mniej niż połowę opakowania.
Bardzo podoba mi się jej skład- prosty, naturalny, jedynie z niezbędnymi dodatkami chemicznymi stabilizującymi oraz konserwującymi substancję.
To co mnie w niej najbardziej urzeka to zapach. Według mnie jest po prostu obłędny!
Próbowałam nakładać ją na 2 sposoby: tak jak zaleca producent czyli na 1-2 minuty oraz na ok. 10 minut podczas kąpieli pod czepkiem. U mnie zdecydowanie bardziej sprawdza się drugi sposób, nie obciążając przy tym włosów. Moje włosy po niej są nawilżone, odżywione, łatwo się rozczesują i pięknie błyszczą. Zauważyłam także wysyp tzw. baby hair, jednak używam także innych produktów na wypadanie włosów, więc efektów nie mogę przypisać tylko masce, chociaż niewątpliwie pomaga.
Podsumowując maska jest godna polecenia i choć nie daje spektakularnych efektów- działa, więc na stałe zagości w mojej łazience :)
środa, 5 grudnia 2012
Liebster blog czyli nominacja :)
Zostałam nominowana przez Reniakicia- autorkę bloga szminka-po-lustrze - do Liebster Award :) Bardzo dziękuję za wyróżnienie!
Zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach
uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o
mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich
rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań
otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11
osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno
nominować bloga, który Cię nominował.
Pytania:
1. Gdybyś mogła się przenieść w czasie to jaką epokę byś wybrała? Krótko uzasadnij swój wybór.
Najbliższa jest mi współczesność i nie zdecydowałabym się przenieść w czasie do żadnej z dawnych epok. Nie umiałabym żyć bez Internetu, a przede wszystkim nie mogłabym liczyć na pomoc weterynarzy w chorobie mojego kota- Tadeusza.
2. Jaki zapach wprawia Cię w euforię?
Christian Dior Hypnotic Poison zdecydowanie wprowadza mnie w pewnego rodzaju euforię. Zapach ten dodaje mi niezwykłej pewności siebie i seksapilu, a nosząc go mam wrażenie, że rzeczy niemożliwe nie istnieją ;-) Często się wtedy uśmiecham sama do siebie.
3. Gdybyś miała stworzyć własne perfumy to jakie one by były?
Na pewno z bazą wanilii oraz piżma, słodko-gorzkie, ciężkie, wzbudzające namiętność i wprowadzające w zakłopotanie :)
4. Sukienka/spódnica czy spodnie?
Spodnie! Chociaż nie ukrywam, że gdybym miała nogi jak modelki z pokazów Victoria's Secret chodziłabym w obcisłych i krótkich sukienkach :)
5. Czym kierujesz się w życiu sercem czy rozumem?
Kieruję się zarówno sercem jak i rozumem, zależy od sytuacji.
6. Twój sposób na relaks.
Domowe SPA albo dobry film i wygodna kanapa koniecznie z kocim mruczeniem!
7. Twój ulubiony wiersz.
Smutny, ale prawdziwy o nieuniknionym: Wisława Szymborska "Kot w pustym mieszkaniu".
8. Z kim najchętniej zjadłabyś kolację? I dlaczego z tą osobą?
Rozmarzę się... Najchętniej kolację zjadłabym z Ian'em Somerhalder'em :D Dlatego, że według mnie jest jednym z najbardziej przystojnych facetów na ziemi, a do tego pretenduje do roli Christian'a Grey'a w ekranizacji książki 50 Shades of Grey :)
9. Twoja ulubiona potrawa (napisz przepis).
Sushi- prosto z japońskiej restauracji :) Przepisu nie podam, bo moje nie jest tak smaczne ;-)
10. Twoje najpiękniejsze wspomnienie.
Ciężko mi zdecydować :) Bardzo miło wspominam dzieciństwo, szczególnie rodzinne święta z klockami lego pod choinką :) Pamiętam też gdy z okazji pójścia do przedszkola dostałam świnkę morską- moje pierwsze zwierzątko ;-)
11. Twoje wymarzone miejsce na ziemi.
Niewiele jeszcze widziałam, ale z pewniaków wybieram Lugano w Szwajcarii. Najpiękniejsze miasto jakie w życiu widziałam, z błogim spokojem i życzliwymi ludźmi :)
Ufff, łatwo nie było :)
Moje pytania:
1. Dokończ zdanie: chciałabym wyglądać jak...
2. Ulubiona książka.
3. Gdybyś mogła być zwierzęciem to jakie wybrałabyś?
4. Ulubiony zapach.
5. Ulubiony film.
6. Kot, pies czy rybki?
7. Ulubiona potrawa.
8. Co zrobiłabyś z wygraną w totolotka?
9. Gdyby złota rybka mogła spełnić Twoje 3 życzenia to byłyby to...
10. Ulubiony dzień w roku?
11. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Azji, autorki bloga passionately-guided
Katarzyny Majgier, autorki bloga katarzynamajgier.blogspot.com
Kotfanki, autorki kociego bloga kotfanka
Kotfanki, autorki kociego bloga kotfanka
wtorek, 27 listopada 2012
Zdrowe odżywianie?
Już od dłuższego czasu staram się odżywiać zdrowo. Spożywam 4-5 posiłków dziennie- nie częściej niż co 2 godziny i nie rzadziej niż 3 godziny. Staram się wypijać nie mniej niż 1,5l wody mineralnej niegazowanej (nie źródlanej) oraz kilka herbat (skrzypokrzywa oraz zielona herbata). Dzień zaczynam od zielonej herbaty liściastej lub szklanki wody niegazowanej z sokiem wyciśniętym z połówki cytryny. Śniadanie traktuję jako bombę energetyczną mającą zapewnić mi siłę na cały dzień. Najczęściej składa się na nie omlet z 2 jajek z owocami lub serek ricotta z owocami. Zawsze staram się dorzucić kilka orzechów oraz łyżkę zmielonego siemienia lnianego jako posypkę. Nasiona wykorzystywane są także do produkcji
oleju lnianego, który czasem stosuję jako sos do sałatek- na zmianę z oliwą z oliwek oraz sosem na bazie octu balsamicznego. Nasiona lnu spożywam przede wszystkim ze względu na obecność cennych składników takich jak:
Niestety o ile nasiona lnu to trochę zło konieczne, to do orzechów mam niebywałą słabość. Jak doskonale wiemy są one jednak bardzo kaloryczne i dość ciężkie. Do moich ulubionych zaliczam:
Obiad oraz popołudniowa przekąska i ewentualna kolacja nie są już tak doskonale ułożone. Staram się jednak jeść dużo ryb i chudego mięsa z warzywami- dla zdrowia. Smażę wyłącznie na oleju kokosowym, który pobudza przemianę materii. Uwielbiam także kaszę gryczaną- najzdrowsza jest wersja nieprażona dostępna wyłącznie w sklepach ze zdrową żywnością- oraz rośliny strączkowe w tym soczewicę. Rzadko sięgam po makarony pełnoziarniste i ryż pełnoziarnisty. Raz w tygodniu nie odmawiam sobie słodkości w postaci budyniu bez cukru (najlepiej taki ze sklepu ze zdrową żywnością o prostym składzie) oraz naleśników z mąki pełnoziarnistej z dżemem słodzonym fruktozą. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio zdarzyło mi się zjeść mus czekoladowy z gorzkiej czekolady bez cukru i ubitej śmietanki 30% kremówki z malinami :))
Cukru unikam jak ognia, nawet trzcinowego, zarówno jako dodatku do dań jak i w kupowanych przeze mnie produktach. Zamiast tego do deserów używam fruktozy, jednak w minimalnych ilościach. Często też zdarza mi się zastępować mąkę pełnoziarnistą skrobią kukurydzianą, którą kocham szczególnie jako panierkę do kurczaka. Skrobia jest zdecydowanie mniej kaloryczna niż mąka i głównie o to chodzi- polecana jest podczas diety dukana jako panierka- jednak mnie po prostu smakuje jako panierka do mięs :)
Zasada odnośnie kolacji jest jedna- mało, prosto, lekko. Jeszcze niedawno starałam się spożywać wieczorem nabiał, jednak chyba nie sprzyja to moim jelitom więc przestałam je katować ;)) Sięgam po chude mięso i warzywa zazwyczaj w formie lekkiej sałatki.
Mimo wszystko uwielbiam jeść i jak większość ludzi czasem grzeszę :) Oprócz orzechów mam słabość do sushi, które zjadłam choćby dzisiaj ;-)
Myślę, że już niedługo opiszę kilka miejsc w Warszawie, które uwielbiam za możliwość zjedzenia smacznego oraz zdrowego posiłku. Pojawią się także miejsca z kuchnią włoską i fast-foodami, obok których nie umiem przejść obojętnie i z pustymi rękoma :)
- wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT) – gwarantujące prawidłową budowę tkanki mózgowej, przyczyniające się również do właściwego funkcjonowania hormonów, regulujące prawidłową przemianę materii;
- błonnik – korzystnie wpływające na pracę przewodu pokarmowego, pomagające w zaparciach, pomagające usuwać z organizmu toksyny i zwiększające uczucie sytości;
- witamina E – główny antyoksydant uczestniczący w dostarczaniu składników odżywczych do komórek;
- witaminy z grupy B – uczestniczące w przemianach węglowodanów, białek i tłuszczów, w wytwarzaniu czerwonych krwinek;
- magnez, wapń, żelazo i cynk.
Niestety o ile nasiona lnu to trochę zło konieczne, to do orzechów mam niebywałą słabość. Jak doskonale wiemy są one jednak bardzo kaloryczne i dość ciężkie. Do moich ulubionych zaliczam:
- orzechy pecan- alternatywa dla gorzkawych orzechów włoskich, jedne z najszlachetniejszych orzechów zawierające dużo kwasów NNKT (nienasycone kwasy tłuszczowe);
- orzechy nerkowca- smaczne, a do tego zawierają dużą ilość żelaza oraz cyku;
- orzechy macadamia- tłuszczem opływające pomagają w obniżeniu złego cholesterolu we krwi;
- migdały- pozornie bez żadnych rewelacji, ale zawierając dużo witaminy E są silnym antyoksydantem dla naszego organizmu;
- orzechy pistacjowe- wzmacniające perystaltykę jelit, smakują wyśmienicie zarówno solo jak i w różnego rodzaju deserach czy sałatkach;
- orzeszki sojowe- stanowiące bogate źródło błonnika, żelaza, magnezu, witaminy B1 oraz witaminy E.
Obiad oraz popołudniowa przekąska i ewentualna kolacja nie są już tak doskonale ułożone. Staram się jednak jeść dużo ryb i chudego mięsa z warzywami- dla zdrowia. Smażę wyłącznie na oleju kokosowym, który pobudza przemianę materii. Uwielbiam także kaszę gryczaną- najzdrowsza jest wersja nieprażona dostępna wyłącznie w sklepach ze zdrową żywnością- oraz rośliny strączkowe w tym soczewicę. Rzadko sięgam po makarony pełnoziarniste i ryż pełnoziarnisty. Raz w tygodniu nie odmawiam sobie słodkości w postaci budyniu bez cukru (najlepiej taki ze sklepu ze zdrową żywnością o prostym składzie) oraz naleśników z mąki pełnoziarnistej z dżemem słodzonym fruktozą. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio zdarzyło mi się zjeść mus czekoladowy z gorzkiej czekolady bez cukru i ubitej śmietanki 30% kremówki z malinami :))
Cukru unikam jak ognia, nawet trzcinowego, zarówno jako dodatku do dań jak i w kupowanych przeze mnie produktach. Zamiast tego do deserów używam fruktozy, jednak w minimalnych ilościach. Często też zdarza mi się zastępować mąkę pełnoziarnistą skrobią kukurydzianą, którą kocham szczególnie jako panierkę do kurczaka. Skrobia jest zdecydowanie mniej kaloryczna niż mąka i głównie o to chodzi- polecana jest podczas diety dukana jako panierka- jednak mnie po prostu smakuje jako panierka do mięs :)
Zasada odnośnie kolacji jest jedna- mało, prosto, lekko. Jeszcze niedawno starałam się spożywać wieczorem nabiał, jednak chyba nie sprzyja to moim jelitom więc przestałam je katować ;)) Sięgam po chude mięso i warzywa zazwyczaj w formie lekkiej sałatki.
Mimo wszystko uwielbiam jeść i jak większość ludzi czasem grzeszę :) Oprócz orzechów mam słabość do sushi, które zjadłam choćby dzisiaj ;-)
Myślę, że już niedługo opiszę kilka miejsc w Warszawie, które uwielbiam za możliwość zjedzenia smacznego oraz zdrowego posiłku. Pojawią się także miejsca z kuchnią włoską i fast-foodami, obok których nie umiem przejść obojętnie i z pustymi rękoma :)
sobota, 24 listopada 2012
Początek walki o zdrowe i piękne włosy
Jesień potrafi być piękna, a zarazem wprowadzić niepokój w naszym
życiu. Nie chodzi jedynie o dość powszechną jesienną depresję. To pora
roku wprowadzająca drastyczne zmiany poprzez wymuszanie zmiany
pielęgnacji, sposobu ubierania się oraz żywienia. W tym roku jesień była
dla mnie zdecydowanie mniej łaskawa.
Włosy są dla mnie niemalże częścią garderoby. W końcu z nimi nawet bez ubrań nie czuję się naga. Nagle cios. Wyczesuję ich kilkadziesiąt, pod prysznicem zostawiam drugie tyle, a podczas suszenia oraz rozczesywania ilość znacznie wzrasta. Przecież to niemożliwe, nigdy problem ten nie dotyczył mnie. Od kilku lat staram się stosować jedynie naturalną pielęgnację, szczególnie włosów. SLS oraz SLES umieszczone na początku składu kosmetyków do włosów wywołują u mnie łupież. Byłam pewna, że wypracowałam sobie współpracę ze swoimi włosami.
A jednak nagle zmagam się z nadmiernym wypadaniem włosów.
Walkę podjęłam kilka dni temu dzięki prezentom od Renii (szminka-po-lustrze.blogspot.com - polecam ze względu na dużą ilość informacji oraz recenzji produktów naturalnych):
Pervoe Reshenie rosyjski spray do włosów wzmacniający
Planeta Organica złota ajurwedyjska maska do włosów "gęstość i wzrost".
Poczułam się skuszona i sama zamówiłam jeszcze kilku pomocników na bioarp.pl do wsparcia mnie w walce z wypadaniem włosów.
Love2Mix Organics organiczny szampon- krem do zniszczonych włosów- proteiny pszenicy i żółtko jajka
Love2Mix Organics organiczna maska regeneracyjna do włosów zniszczonych z efektem laminowania- mango i awokado
Pervoe Reshenie- rosyjski naturalny ziołowy lotion do włosów- wzmacniający
Oprócz walki od zewnątrz zdecydowałam się na wzmocnienie działania od wewnątrz. Staram się odżywiać zdrowo, jednak jesienią nie mam dostępu do wielu warzyw i owoców letnich, które uwielbiam. Zaczęłam zatem braki witamin uzupełnić suplementem Calcium pantothenicum składający się z pantotenianu wapnia czyli witaminy B5.
W celu wzmocnienia efektu codziennie piję kubek lub dwa skrzypokrzywy (skrzyp+pokrzywa).
Już niedługo pierwsze recenzje oraz efekty mojej walki :)
Włosy są dla mnie niemalże częścią garderoby. W końcu z nimi nawet bez ubrań nie czuję się naga. Nagle cios. Wyczesuję ich kilkadziesiąt, pod prysznicem zostawiam drugie tyle, a podczas suszenia oraz rozczesywania ilość znacznie wzrasta. Przecież to niemożliwe, nigdy problem ten nie dotyczył mnie. Od kilku lat staram się stosować jedynie naturalną pielęgnację, szczególnie włosów. SLS oraz SLES umieszczone na początku składu kosmetyków do włosów wywołują u mnie łupież. Byłam pewna, że wypracowałam sobie współpracę ze swoimi włosami.
A jednak nagle zmagam się z nadmiernym wypadaniem włosów.
Walkę podjęłam kilka dni temu dzięki prezentom od Renii (szminka-po-lustrze.blogspot.com - polecam ze względu na dużą ilość informacji oraz recenzji produktów naturalnych):
Pervoe Reshenie rosyjski spray do włosów wzmacniający
![]() |
Zdjęcie pochodzi ze strony bioarp.pl |
Planeta Organica złota ajurwedyjska maska do włosów "gęstość i wzrost".
Zdjęcie pochodzi ze strony bioarp.pl |
Love2Mix Organics organiczny szampon- krem do zniszczonych włosów- proteiny pszenicy i żółtko jajka
![]() |
Zdjęcie pochodzi ze strony bioarp.pl |
Love2Mix Organics organiczna maska regeneracyjna do włosów zniszczonych z efektem laminowania- mango i awokado
![]() |
Zdjęcie pochodzi ze strony bioarp.pl |
![]() |
Zdjęcie pochodzi ze strony bioarp.pl |
![]() |
Zdjęcie pochodzi ze strony doz.pl |
Już niedługo pierwsze recenzje oraz efekty mojej walki :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)